Byłam w lesie, było popołudnie, jednak nie pamiętałam jak wstawałam wydało mi się to dziwne ale dałam sobie z tym spokój.
Rozejrzałam się, zobaczyłam tylko drzwi, za nimi jednak dalsza część lasu.
Otworzyłam je i ujrzałam wielką przepaść, a nad nią most, dalej rozciągała się mgła, nie wiedziałam co robić więc stanęłam łapą na most by sprawdzić czy się nie zawali, po chwili stanęłam cała i zaczęłam iść, nagle most nie zawalił, a ja zaczęłam spadać w dół, leciałam przez zielone chmury, na końcu tuż przed ziemią zatrzymałam się, do o koła mnie znajdowały się szkielety, gdy znów spojrzałam w dół ujrzałam...
Nagle się obudziłam, to był sen.
Poszłam nad jezioro i opłukałam sobie twarz.
-Coś się stało?-zapytał nagle ktoś za mną, rozpoznałam męski głos.
Stałam nad jeziorem, nagle skoczyłam na obok stojące drzewo i rzuciłam się na psa.
-Czego chcesz-zawarczałam.
-Spokojnie, widzę że coś się stało-mówił pies.
-A co cię to obchodzi-spytałam.
-Nic, po prostu się martwię.
Zeszłam z niego, i usiadłam, pies wstał.
-No to co?-zapytał.
-Jak się nazywasz?-powiedziałam pytająco-wtedy ci powiem co się stało.
-Nazywam się...
<Ktoś odpisze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz