Stanąłem obok psa. Wyruszyliśmy razem na codzienny obchód.
- A dlaczego taki z Ciebie marzyciel? - zagadnąłem
Rain zdawał się mnie nie usłyszeć. Szturchnąłem go łapą.
- Co? - wyrwałem go z zamyślenia
- Już nic... - westchnąłem
Wiedziałem, że coś jest z nim nie tak. Ostatnio dużo czasu spędzał z Luną. Czyżby on się w niej...? Nie! To niemożliwe. Nie wierzyłem w miłość. Straciłem Annabeth i to mi wystarczy. I tak mam już złamane serce. Nagle usłyszałem przyjacielski głos. Z krzaków wybiegła Alfa.
- Hej Luna! - krzyknął rozradowany Rain i od razu do niej podbiegł
Stanąłem jak wryty.
- Cześć Wild! - rzuciła samica
Popatrzyłem na nich zszokowany.
- Cześć, cześć... - powiedziałem nieobecnym głosem
- Może się przejdziemy? - zaproponowała
- Ta propozycja także dla mnie, czy tylko dla Rain'a !? - wpadłem nagle w złość
Odwróciłem się i pobiegłem przed siebie. Psy nie mogły mnie dogonić, byłem zbyt szybki. Wpadłem w oszałamiającym tempie do lasu. Zwolniłem nieco. Dlaczego tak się zdenerwowałem? Może n a d a l kochałem Annabeth?
- Ona umarła! - wykrzyczałem na głos
Nikt nie zmieni tej okropnej prawdy. Jej już nie ma. I to właśnie tak bardzo bolało. Położyłem się. Nakryłem łapami łeb i zamknąłem oczy, jak gdybym szykował się do odejścia na tamten świat. Chciałem się spotkać z moją ukochaną za wszelką cenę. Nagle w lesie rozległ się trzask łamanej gałązki. Skierowałem wzrok w stronę owego dźwięku. Stał tam Rain.
- Nie łam się, brachu. - zawołał z odległości kilku metrów
Co on mógł wiedzieć? On nie m i a ł ciężkiego życia. Nie b y ł komandosem. Nie s t r a c i ł najukochańszej osoby!
<Rain?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz