Wracałam z lasu i nagle zobaczyłam jakieś tajne przejście w ziemi.Zrobiłam 3 kroki (każdą łapą) i nagle wejściedo tego przejścia jakimś cudem się zamkneło. Pod biegłam do niego zaczełam mocno w nie walić,kopać, ale nic. Postanowiłam pójść dalej. Ale po 10 minutach siadłam i myślałam dlaczego tu weszłam? A no tak... bo jestem ciekawska.... ale trudno gdzieś musi być wyjście... Zrobiłam jeszcze 6 kroków każdą łapką i ujrzałam dzióre która miała metr i 20 cm.
-Ja tego nie przeszkocze!-Powiedziałam sama do siebie.
-A w sumie raz kozi śmierć.-Nadal gadałam sama do siebie.
Poszłam do tyłu nabrałam rozpędu i... skoczyłam!
Nie udało mi się całkowicie wylądować na "brzegu" miałam 2 przednie łapki i pyszczek próbowałam się wspiąc i się udało! Szłam,szłam,szłam i szłam. Godzine później zobaczyłam wyjście... była to wielka góra pomyślałam, że pobiehne powiedzieć to naszej alfie, że mamy nowy teren.... ale to nie był koniec moich problemów. To był teren watahy. Ale jakiej? Czy ja to przeżyje? Jeden basior podszedł do mnie.
-Czego chcesz?-Warknął basior.
-Ni..ni..ni czego-Jąkałam się.
-To co tu robisz?
-Wracałam z lasu...-Opowiedziałam historie.
-I pewnie chcesz wrócić do sfory?-Powiedział.
-Tak!-Krzykłam.
-A ja chce żebyś była naszym obiadem!
-Nie! Obiecuję, że upoluje wam pięc saren. A nawet dziesięć!-Krzykłam przerażona.
-No dobra. Bierz się do roboty.
-Dobrze.
Zaczełam polować. Na ich terenie. Zajeło to mi pół godziny. Dałam im to, a oni pozwolili mi iść dotarłam do sfory. Weszłam do mojej groty i zasnełam.
THE END
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz