Wybrałam się na spacer po okolicy. Szumiały drzewa , ptaki śpiewały i wiatr koił nerwy.
-Po prostu żyć , nie umierać! - powiedziałam.
Zagapiłam się na wiewiórkę i nagle coś , no raczej ktoś mnie uderzył w żebra.
-Aua- jęknęłam - Uważaj jak idziesz!
Nieźle się zdenerwowałam.
-Przepraszam , to moja wina - tłumaczyła się suczka - A tak w ogóle , jestem Luna. Nowa w sforze...
-Astrid...
Chwilkę porozmawiałyśmy o pogodzie i postanowiłam zabrać Lunę na wycieczkę.
-A dokąd? - zapytała zaskoczona.
-Nad Jezioro Conroe
-Nie byłam tam jeszcze - dodała Luna i ruszyłyśmy w drogę.
Na miejscy byłyśmy po 15 minutach. Luna wesoło wskoczyła do Jeziorka ja natomiast mętnym wzrokiem gapiłam się na swoje odbicie w tafli.
-Czemu jesteś smutna?-zapytała Luna
-Może kiedyś ci powiem...- odłożyłam sprawę- Sprawy miłosne
-Zakochałaś się?-zapytała
Przemilczałam to.
-Lepiej nie gadajmy o tym....-dodałam i zabawowo popchnęłam Lunę do Jeziorka.
<Luna? To początek nowej znajomości?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz